Podróż do Brna zaczęła się praktycznie w pociągu jadącym do
Warszawy z wakacyjnego pobytu w Pradze w sierpniu 2009 r. Ogromny bagaż
wspomnień nie domykał się przez całą drogę – ciągle coś wypadało ze środka,
stale przypominały się jakieś zdarzenia i trzeba było je upychać niemalże na
siłę. Ta „gorączka” była oczywiście przyjemna, czas szybko płynął, a słowacka
obsługa wagonu restauracyjnego miło brzmiała w uszach na terytorium Polski. Była
to podróż do Brna z przesiadką w „Sajgonie” *.