Od czasu mojego pierwszego tłumaczenia z języka czeskiego, a
mogło to być w roku 1969 lub 70. (3-4 klasa szkoły podstawowej), nie rozstawałem
się ze „Słownikiem czesko-polskim”. Traktowałem go jako szczególną książkę, czytając
wszystkie hasła od dechy do dechy. Po prostu, byłem ciekawy, co znaczą
poszczególne słowa. Dzięki temu nauczyłem się czytać po czesku, choć i tak nie
miałem do tego zbyt wielu okazji. W tamtych czasach bowiem, prędzej można było
kupić w kiosku radziecką „Prawdę”, niż jakąkolwiek inną zagraniczną prasę. Ta skromna
znajomość języka czeskiego przydała się jednak podczas mojej pierwszej w życiu zagranicznej podróży.